Kiedy mówisz: „Jadę na Sycylię”, często możesz usłyszeć: „Tylko uważaj na mafię”. I trudno się dziwić. Legenda Cosa Nostry jest wiecznie żywa. Dlatego, kiedy wyruszyliśmy z malowniczego Cefalù, gdzie owszem grasowały gangi, ale kocie, do Palermo – było jasne, że trzeba mieć oczy i uszy otwarte.

Sycylia wypełniona jest zabytkami z najróżniejszych epok z których wiele wpisanych zostało na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Ale zanim w Palermo- stolicy wyspy – dotrzesz do Kościoła San Giovanni degli Eremiti z VI wieku, Pałacu Królewskiego czy placu Quattro Canti i słynnej Fontanny Wstydu, zobaczysz też drugą stronę miasta.


– Mieszkam w Palermo i marzę, żeby się stąd wyprowadzić – mówi nam pewna Polka.
Bo Palermo, choć naszpikowane piękną architekturą, jest pełne chaosu. Włoski,
a w zasadzie sycylijski temperament słychać na każdym rogu. Już sama jazda autem
w centrum, a nie daj bóg bycie tam pieszym może być ekstremalnym przeżyciem. Tu światła drogowe nie mają większego znaczenia, Włosi przechodzą przez ulicę, kiedy jest okazja. Nie zwracają też przesadnej uwagi na zakazy palenia w miejscach publicznych,
a tym bardziej na miotające się po ulicach śmieci. Tak… w niektórych miejscach można odnieść wrażenie, że przed chwilą wybuchła bomba atomowa. Ale już kilka ulic dalej staje się z otwartymi z zachwytu ustami.


Do Palermo dojechaliśmy w 1 godzinę pociągiem z Cefalù. Klimatyzowany wagon przyjechał z egzotyczną wręcz tutaj punktualnością. Plan zwiedzania miasta w jeden dzień był bardzo ambitny. W końcu zapowiedzi w przewodnikach brzmiały optymistycznie:
„… Stolicę Sycylii bez problemu zwiedzisz pieszo. Większość najważniejszych atrakcji znajduje się bezpośrednio lub w okolicy dwóch krzyżujących się ulic – Via Vittorio Emanuele oraz Via Maqueda” – pisano w jednym z nich. Tyle, że Tropicielom towarzyszyły dwie urocze małe turystki, a tego dnia padł rekord upału- 39°C! Dlatego woźnicę, który pojawił się ze swoją bryczką nieopodal Stazione di Palermo Centrale, potraktowaliśmy jak zbawienie. Kilkadziesiąt euro wystarczyło, byśmy dobili z nim targu
i zobaczyli Palermo w pigułce. A przy okazji zapytali łamaną „włoszczyzną”, czy tu naprawdę lepiej nie wychodzić wieczorami na ulicę 😉 My czuliśmy się bezpiecznie.
W Palermo czas zdecydowanie płynął inaczej, a ludzie zawsze się uśmiechali i byli chętni do pomocy. Na Sycylii możesz poczuć klimat prawdziwych Włoch sprzed 20 lat.


Na zakończenie pozostała już tylko degustacja. Palermo to przecież stolica street foodu- szybkich dań, które możesz zjeść w tzw. biegu. Nasze serca podbiły arancini – ryżowe kule ze szpinakiem i ricottą, smażone w głębokim tłuszczu oraz sfincione – pizza na grubym, puszystym cieście, którą dawniej rolnicy sycylijscy zabierali ze sobą do pracy. A na deser? Oczywiście lody w bułce/Brioche con gelato i Cannolirurka z kremem. Tylko nie zdziw się, jeśli zamawiając „latte” nie dostaniesz swojej ulubionej kawy, tylko kubek mleka. Włosi podają wyłącznie Caffellatte 😉
   Do Palermo dolecicie z Polski bez problemu. Na miejscu od 6 lat mieszka Katarzyna Strycharska, która w sercu starego miasta w razie potrzeby wynajmie Wam mieszkanie (ceny: lipiec sierpień 30€ za dobę od osoby pozostałe miesiące 25€)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here