James Bond, jego dziewczyna i… oczywiście Aston Martin.Na ile jednak Bond zmienia się stosunkowo często, brytyjskie superauto wydaje się nieco bardziej konserwatywne. Nawet najnowsza odsłona modelu DB11, choć stylistycznie nie można jej odmówić przynależności do awangardy, cały czas pozostaje wierna tradycji.

Nie da się Astona pomylić z jakąkolwiek inną marką (no, dobrze, rzecz ma się tak samo z Dacią, ale to jednak nieco inna bajka). ModelDB11, będący następcą DB9, choć zadebiutował na wystawie motoryzacyjnej w Genewie w 2016 roku, tak naprawdę dopiero teraz zaczyna światową karierę. Jest też dostępny w Polsce, choć pewnie ze względu na cenę (ok. 1.200 tys. zł), długiej kolejki chętnych nie należy się spodziewać. DB11 to Aston pełnej krwi – rozpędza go silnik V12 o pojemności ponad 5 litrów, dysponujący mocą 608 KM. Jeśli dodać do tego moment obrotowy sięgający 700 Nm, mowa o prawdziwej bestii, choć akurat przyspieszenie do stu kilometrów w granicach czterech sekund nie robi piorunującego wrażenia.

Podobno jednak ci, którzy kupują AM nie martwią się tym, że Porsche 911 Turbo S czy Nissan GTR potrafią pojechać jeszcze szybciej – Astonem się bowiem jeździ, a nie dojeżdża ?. Jest to auto tak luksusowo wyposażone, tak dopieszczone do najdrobniejszego szczegółu, że wysiadanie z niego to prawdziwa przykrość. Konkurencja oferuje o wiele bardziej spartańskie warunki w kabinie.

Naszą uwagę zwróciły pewne dodatki oferowane w pakiecie – jednym z nich jest piękna, dizajnerska czarna torba z najwyższej jakości skóry, która bez trudu mieści się w niewielkim bagażniku. No, bo jednak coś w drogę trzeba zabrać. Czasami sama karta kredytowa to za mało. Sądzimy, że za cenę tej torby dałoby się kupić jakiegoś używanego malucha, niekoniecznie 126p.

Już niedługo TropicieleLuksusu zaprezentują wrażenia z jazd testowych tym Grand Tourerem. Czekajcie cierpliwie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here