Wsiadasz do samolotu lecącego przez Barcelonę i po ośmiu godzinach lądujesz
w Bandjul- stolicy Gambii. A gdzie to w ogóle jest? Tam, gdzie komary, ebola, niebezpieczne rewiry? Nic z tych rzeczy. Kto raz odwiedzi ten najmniejszy kraj kontynentalnej Afryki, ten wróci tu na pewno, żeby… dalej eksplorować. 

Gambia leży nad Atlantykiem, u ujścia rzeki nazywającej się tak samo jak kraj. A raczej kraj nazywa się tak jak rzeka, bo to ona zajmuje większą część państwa, które wcina się głęboko w jedyny kraj, z którym Gambia sąsiaduje – Senegal. Każde z pięciu mieszkających tu plemion mówi własnym językiem. W szkole zajęcia są prowadzone po angielsku, ale powszechna jest też znajomość francuskiego.

   Piotra z Inowrocławia, egzotyka zawsze fascynowała. Ale pierwsze wrażenie w Gambii było inne niż się spodziewał. – Tam, zwłaszcza poza miastem panuje ogromna bieda. Oczywiście, zdarza się zadbany dom, czy ładne auto, ale gdy na obrzeżach Bandjul rozdawaliśmy dzieciom przybory szkolne, wyrywały sobie pojedyncze kredki. Nawet puste butelki po wodzie tubylcy przyjmują z radością – opowiada przyjaciel Tropicieli. I nie może wyjść z podziwu, że mimo ubóstwa, ludzie są tu tak serdeczni. – Kobiety ubierają się kolorowo i pięknie nie tylko od święta. Każdy się do Ciebie uśmiecha, chce Cię poznać.Oczywiście, że jesteś dla nich źródłem zarobku, ale to nie jest tylko czysta kalkulacja. Dzieciom na poniższym zdjęciu kupiliśmy piłkę… od ich mamy 😉 I domyślam się, że tę samą piłkę kupi jeszcze niejeden turysta – wspomina Piotr.

Na miejscowych targach spotykają się kupcy ze wszystkich subsaharyjskich krajów.
– Polski Sanepid załamałby tutaj ręce. W powietrzu 37 stopni, a na bazarowych stołach mięso, miliony much i specyficzny zapach – dodaje nasz podróżnik. I rusza w dalszą drogę.

Piotr trafia do wioski legendarnego wodza Kunta Kinte rozsławionego przez serial „Korzenie”, odwiedza parki narodowe, gdzie oko w oko staje z lwem, podgląda krokodyle i hipopotamy. – Niesamowity był rejs wydrążoną z pnia łodzią – pirogą po porośniętych mangrowcami rozlewiskach rzeki Gambii – opowiada nasz przyjaciel.

Najpopularniejsze plaże ciągną się z kolei na południe od stolicy kraju – Banjul, w Kotu, nadmorskiej dzielnicy miasta Serrekunda. To tu wybudowano najwięcej hoteli
i obiektów turystycznych. Wzdłuż wybrzeża spotkać można fruit ladies – kobiety sprzedające talerze świeżo pokrojonych owoców. Cena? Od 50 do 250 dalasi.

Walutą w Gambii jest dalasi (GMD), które dzieli się na 100 bututów. Kurs obecnie to 100 dalasi = 7,6 PLN. Waluty nie można kupić w Polsce. Najlepiej wymienić euro lub dolary w żółtych kantorach opatrzonych logo Western Union. Warto pamiętać, że używanie kart kredytowych jako środka płatniczego w Gambii wiąże się często z wysokimi opłatami i niekorzystnym kursem wymiany. O ile karty VISA są miejscami akceptowane, na cenzurowanym są karty Mastercard. Można je wykorzystywać w niewielu punktach a wypłata z nich wiąże się z 30% prowizją!

Ten zwitek banknotów to równowartość 50 dolarów
   Jeśli marzycie o przygodzie i oczekujecie czegoś więcej niż smażenia się na plaży czy drinków nad basenem, to polecamy kameralne wyjazdy do Afryki organizowane przez
Dominika Skurzaka.

 Tropiciele Luksusu dziękują za zdjęcia i relacje z Czarnego Lądu :

 

 

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here