O pięknej bieliźnie możemy pisać długo. Ale 50 lat temu kobiety nie miały aż tak dużego wyboru. Z pomocą przychodziły im gorseciarski. W Łodzi odnaleźliśmy mistrzynię tego wymierającego zawodu. Kobietę, która potrafi zaczarować figurę. 

Pani Grażyna Owczarek z ulicy Jaracza 23 w Łodzi prowadzi niedaleko teatru swój mały zakład gorseciarski. Prowadzi z trudem, bo przez trwający od pół roku remont ledwo wiąże koniec z końcem. Od 1978 r. oprócz szycia biustonoszy na miarę, wykonuje także unikatowe, specjalistyczne gorsety i staniki dla amazonek, osób ze schorzeniem kręgosłupa czy nadmiernie otyłych– korygując ich sylwetkę.

Pierwsze gorseciarki pojawiły się wraz z popularyzacją gorsetu jako elementu bielizny, czyli już w XV wieku. Pod ich czujnym okiem kobieca postawa była usztywniona, biust uwydatniony, a talia jak u osy. Dziś gorseciarka to połączenie konstruktorki, szwaczki
i brafitterki.
O umiejętnościach 72-latki z Łodzi wie mało kto, ba od jakiegoś czasu mało kto zagląda do jej zakładu. Pani Grażyna całe dnie rozwiązuje krzyżówki, a przecież w jej rękach drzemie ogromna moc. Gorset, czy odpowiednio uszyty biustonosz potrafią każdej kobiecie dodać pewności siebie, pomagają wyzbyć się kompleksów, nawet na to jedno, jedyne wyjście. – Do każdej klientki podchodzę z sercem i staram się spełnić jej oczekiwania. Każda pani, która do mnie zawita, poczuje przyjazną atmosferę, dzięki czemu nie musi czuć się skrępowana – mówi Grażyna Owczarek.

Kobieta uczyła się zawodu u swojej mamy, a następnie – zarażona miłością do bielizny po zdanych egzaminach czeladniczych, otworzyła własny zakład przy ul. Jaracza 23 w Łodzi. Tu nie ma tematów tabu, gorseciarka to zawód największego zaufania.
   – Na rozmiary mam swoją tabelkę, dzięki której ustalam, co dla każdej pani będzie odpowiednie. Jeżeli klientce odpowiadają rozmiar miseczek i fason, to wszystko upinam na niej, a następnie mierzę pod biustem, w biuście i w pół godziny dopasowuję bieliznę. Oczywiście, przymierzam później drugi raz, sprawdzam, czy wszystko odpowiednio leży
i jest dopasowane i czy ramiączka są odpowiedniej długości
– zdradza tajniki swojej pracy pani Grażyna.
Produkty, z których powstają biustonosze pani Grażyna od lat kupuje w tych samych polskich hurtowniach, a metalowe fiszbiny sprowadza z Niemiec. – Staram się, aby były to materiały bawełniane z niewielką ilością poliestru. Mają być mocne, ale jednocześnie przewiewne. Druty również są dobrej jakości, nie rdzewieją i są odpowiednio zabezpieczone w biustonoszach – opowiada.

Jeden staniczek na miarę kosztuje od 50 do 150 złotych. Jeśli zamówienie jest bardzo nietypowe, wtedy gorseciarka ustala cenę indywidualnie.

Tropiciele są zachwyceni jej małymi dziełami sztuki. Jeśli też marzycie o bieliźnie idealnej podajemy numer kontaktowy do zakładu naszej bohaterki tel. 42 633 42 64

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here