Prawdziwe dzieła sztuki rzemieślniczej tworzy od siedmiu lat w Krakowie Michał Napierała. Rozmowa z tym pasjonatem była dla nas ogromną przyjemnością.
W ostatnich latach na polskim rynku pojawiło się i zniknęło wiele firm produkujących zegarki z drewna. Wciąż można kupić w internecie chińskie „wooden watches” za 15 $, ale imitacje nas nie interesują. Pod Wawelem powstają bowiem zegarki dębowe z duszą, każdy jest numerowany, każdy robiony ręcznie, zachwycający minimalizmem.

Bibeloty cara
– Skończyłem ekonomię i pracowałem w korporacji, ale od zawsze interesowało mnie pojęcie czasu, mechanika czy stolarstwo precyzyjne – mówi Tropicielom Michała Napierała, założyciel pracowni Woodlans. – Prawie osiem lat temu zobaczyłem przypadkowo
w internecie bibeloty cara Aleksandra II, a wśród nich drewniany zegarek. Car kupił go
w 1837 r. od rodziny Bronnikov, w której synowie zaczęli takie zegarki produkować. Ten zegarek miał nawet wewnętrzne trybiki wykonane z drewna, a po nakręceniu chodził całe 40 minut– opowiada Michał, który taki drewniany czasomierz zapragnął mieć. – Pojechałem do tartaku po dębowe drewno wysokiej jakości, w Castoramie kupiłem pilniki, frezarkę
i szlifierkę. Tak się zaczęło. W sześć dni wystrugałem zegarek, który zrobił furorę na prywatce, na którą poszliśmy z żoną. 20 osób na imprezie mnie o niego zapytało, zebrałem pierwsze zamówienia – wspomina twórca Woodlans.

Żmudny proces
Dzisiaj stworzenie jednego czasomierza zajmuje mu prawie 2 dni. Nie da się niczego przyspieszyć, bo aby powstała koperta i działający mechanizm trzeba wykonać 52 procedury. – Zrobiłem już ponad 2 tysiące zegarków, a posiłkuję się starymi książkami zegarmistrzowskimi. Dębinę zawsze zamawiam u Rafał Majorczyk z Poznania, a skórzane paski od kaletnika Grzegorz Patynko z Koszalina. Zegarki Woodlans. Michał Napierała wyposażone są w japoński mechanizm Miyota produkowany przez Citizen, który pracuje bez problemu przez długie lata – mówi Michał. Najdroższy zegarek z jego stajni,
a w zasadzie z lasu kosztuje 570 zł. Niewiele, by wyróżnić się z tłumu.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here